Sadpol i malinki

Regulamin forum

Odpowiedz


To pytanie jest elementem zabezpieczającym przed automatycznym zamieszczaniem postów.
Emotikony
:-) ;-) :-> :-D :-P :-o :mrgreen: :lol: :-( :-| :-/ :-? :-x :shock: :cry: :oops: 8-) :evil: :roll: :!: :?: :idea: :arrow:

BBCode włączony
[Img] włączony
[Flash] wyłączony
[URL] włączony
Emotikony włączone

Przegląd tematu
   

Rozwiń widok Przegląd tematu: Sadpol i malinki

Odp: Sadpol i malinki

Post autor: ruda » śr cze 30, 2010 12:03 pm

byłam tam z 2 koleżankami wytrzymałam aż 5 tygodni z czego jestem dumna bo inni juz po pierwszym dniu Spierda.... ;) bylam tam aby sprawdzić siebie a nie zarobić bo o zarobku nie ma żadnej mowy. Praca- wysyłali na świeżo obrane krzaki potem darły brygadzistki ryja, że nic nie uzbierałysmy ( a jakże miałysmy uzbierać, skoro przed godziną krzak był już obrywany ), po kilka osób wysyłali do krzaka, potem kazali znów obierać już obrane;), potem jakies pielenie gołymi rękami, stawki porażające niskie przy czym nigdy nie płacili za to bo zawsze dostrzegli jakąś roslinkę co było pretekstem do niezapłacenia;) brygadzistki jakby z rynsztoka wzięte znały cały słownik wulgaryzmów- pierwsze spotkanie nasze z brygadzistkami powaliło nas " stój cenzura! gdzie jedziesz ..cenzura..! jadę cenzura z tobą!" - takie teksty były na porządku dziennym. Nie można było nawet się wyszczać bo zaraz darły morde. Kierownik pan Kow...k to jakiś zboczeniec- albo podwijał bluzki, łapał za dupę i pieprzył do nas ciągle jakies bzdury, stary obleśny cap ubliżał nie mniej co te durne prukwy. Mieszkałysmy w "hotelu" Binduga. To to już wogóle kompletna porażka :D Współlokatorki jedynie był fajne (Polki), kible w ośrodku takie se, te poza hotelem to kompletna porażka, ..cenzura....., obsrane, bez podziału na kobiety -mężczyzny. Przysznice - woda albo lodowata, albo małym siurkiem leciała parząca lub lodowata, czas na mycie - 3 min, po tym czasie Andrzejowa (żona szefa) waliła pięściami w drzwi :D. 90 % to ukraińce, nepal, rumuni itd, srają, szczają w prysznicu - widocznie nie wiedzą do czego takie rzeczy służą. Szef Andrzej łazi najeb...y chleje z koleżkami ukraińcami (dlatego się z nimi brata - Polak zaś jest traktowany gorzej od ukraińca), jego żona to już kompletna padaka (w sumie nie dziwie się ze chłop pije skoro ma taką żone) - lazi, drze ryja, wyzywa wszystkich od bydła rogatego, chce bić każdego ( na moje oko ma coś pod kopułą nie tak). Binduga to istna sodoma i gomora, chlew, pijaństwo, kurestwo, złodziejstwo, mieszkańcy Kani Polskiej nauczenie, że panny z Ukariny dają dupy i przyłaża wieczorami pod ośrodek i czepiają się każdej dziewczyny by z nimi poszła... masakra. Byłyśmy chore, to kazali nam cenzura do pracy, jak nie poszłysmy to nas wyrzucali :) Co do zbiorów to kazali nawet w deszcz zbierać, jak sie nie zgodziłyśmy i poszłysmy sie schować przed deszczem w lesie to nas wyrzucili z grupy :) straszenie, zastraszanie, że nas wywiozą, wyrzucą jest na porządku dziennym:) Mogłabym całą książkę o tym napisać jak tam było:) Jestem z siebie dumna, że aż tak długo wytrzymałam w takich extramalnych warunkach :)

PS. mam foty z tego burdelu mogę w razie czego pokazać, Czarnaewa, mogę służyć pomocą i świadkować w razie czego, zrobię to największą przyjemnością :)

zaznaczam, że przed wyjazdem czytałam wszystkie wypowiedzi a pojechałam żeby się upewnić czy naprawde jest tak tragicznie i z ręką na sercu stwierdzam, że tak właśnie jest :)

Odp: Sadpol i malinki

Post autor: czarnaewa » wt mar 09, 2010 3:28 pm

Michał.., pisze:MichałDość dramatyczne wypowiedzi... Pracowałem w Sadpolu. Obiecywano 80 gr za 0,5 kg malin i tyle placili. Można mieć uwagi czy było to faktycznie 0,5 kg czy 0,7 kg ale koszyk był koszykiem. Nie miałem doświadczenia w zbiorach ale na litość boską 50 koszyków miałem już o 13 godzinie. Najwięcej udało mi się zebrać 98...(powtarzam:bez doświadczenia). Myślę, że mnóstwo komentarzy ma charakter złośliwy, nieco sfrustrowany i rozgoryczony. Brygadzistki klną, a jakże, ale inaczej obywatele wschodu mogliby wejść na głowę. A to już przestaje być zabawne. Jeśli ktoś spodziewa się komfortu pracy i mieszkania przy braku zaangażowania w pracę, odsyłam na farmy niemieckie. Tam sprowadzą go na ziemię pierwszego dnia. Pozdrawiam wszystkich. Malkontentów również.

widzisz michał tak się składa że ja parę lat spędziłam na farmach niemieckich i 3 dni w Sadpolu więc mam porównanie większego kołchozu niż w Sadpolu nigdzie jeszcze nie widziałam na świecie :shock: totalny wyzysk i olewanie pracowników

Odp: Sadpol i malinki

Post autor: Michał.., » pn mar 08, 2010 2:20 pm

MichałDość dramatyczne wypowiedzi... Pracowałem w Sadpolu. Obiecywano 80 gr za 0,5 kg malin i tyle placili. Można mieć uwagi czy było to faktycznie 0,5 kg czy 0,7 kg ale koszyk był koszykiem. Nie miałem doświadczenia w zbiorach ale na litość boską 50 koszyków miałem już o 13 godzinie. Najwięcej udało mi się zebrać 98...(powtarzam:bez doświadczenia). Myślę, że mnóstwo komentarzy ma charakter złośliwy, nieco sfrustrowany i rozgoryczony. Brygadzistki klną, a jakże, ale inaczej obywatele wschodu mogliby wejść na głowę. A to już przestaje być zabawne. Jeśli ktoś spodziewa się komfortu pracy i mieszkania przy braku zaangażowania w pracę, odsyłam na farmy niemieckie. Tam sprowadzą go na ziemię pierwszego dnia. Pozdrawiam wszystkich. Malkontentów również.

Re: Sadpol i malinki

Post autor: Gość » wt lut 09, 2010 2:37 am

Ja pracowałem tylko jeden dzień przy sadzeniu truskawek w Kondrajcu.Pole wielkie że szok, słońce praży, do picia woda z hydrantu.Brygadzistki drą mordy na ludzi że sadzonki źle posadzone, że pogubione.Na drugi dzień nawet nie miałem siły wstac rano, ręce bolały i plecy.W dupie mam ten cały Sadpol.Nawet jakbym miał puszki zbierac to tam nie pójdę do pracy.ZŁODZIEJE!!!

Re: Sadpol i malinki

Post autor: Gość » wt wrz 22, 2009 8:19 pm

Ja tam pracowałam w 2004 roku i było tragicznie...zarabialiśmy po 12zł dziennie jak ktoś zarobił 30zł to już był sukces. Dojeżdżaliśmy codziennie ok. 150km autobusem, który wyjeżdżał o 3.30rano a z powrotem w domu byliśmy często dopiero ok. 23. Autobusy psuły się w drodze, jak padał deszcz to leciało przez nieuszczelnione okna. Brygadzistki to kobiety bez kultury: wyzywają, ubliżają i w ogóle coś strasznego. Dobre rządki dają swoim znajomym, które przyjeżdżają co roku- i to tacy ludzie zapewne chwalą Sadpol, bo może i zarabiali po 100-150zł dziennie. Nam za pielenie płacili 2 zł za cały rządek truskawek [!!!]. Pamiętam jak raz zrobili nalot z Urzędu Skarbowego, bo ludzie pracowali na czarno, jak facet na chłodni dostał ataku padaczki i nikt nawet nie wezwał pogotowia, tak samo było jak kobieta straciła przytomność na 20minut przy odbiorze wypłaty, karetka ponoć jechała, ale nie dojechała...To obóz pracy po prostu. I zaznaczam, że ja jeździłam tam aby zarobić a nie się obijać, jednak zarobić się nie dało
aha i zapomniałam dodać, że dostawaliśmy tzw "bilety" na powrót...jeżeli ktoś zarobił mniej niż 10zł to straszyli go, że nie dadzą biletu i będzie musiał wracać na własną rękę. Sęk w tym, że było tam dużo niepełnoletnich osób, z których kilka z naszej grupy tegoż właśnie biletu nie otrzymał i wracali 150km do domu autostopem. No i raz wywieźli nas na Kondrajec w sobotę jak miała być wypłata i powiedzieli, że jak ktoś chce odebrać wypłatę to może sobie po nią iść pieszo, ale już nie ma po co tego dnia do pracy wracać i do domu musi sobie załatwić transport, bo nie pracujesz nie ma biletu...TRAGEDIA!!!

Re: Sadpol i malinki

Post autor: p&A » pn sie 17, 2009 1:47 pm

POLSKI KOLCHOZ 2009

Przepelnieni nadzieja oraz zapewnieniami od pani posrednik z firmy Progres(!! NIE POLECAMY!!)
chcielismy dorobic w czasie wakacji. Mielismy przyjemnosc, a raczej jej brak sprobowac swych sil w firmie Sadpol opowiemy cala historie ku przestrodze tym ktorzy chcieliby sie tam wybrac!!
Po pierwsze, pomijajac ogolnie panujacy chaos, czekalismy (przed siedziba firmy SADPOL)w deszczu na przyjazd nieprzyjemnego pana z busikiem uwazajacego sie za Bog wie kogo, ktory w rzeczywistosci okazal sie burakiem w rozwalajacym sie daewoo <czekalismy jedyne 2 godzinki :) > wkoncu wywiozl nas w las do jakiegos osrodka <panstwo zarzadzajacy przemili ludzie> jednak i tu czekalismy kolejne 2 godzinki nim ktos z sadpolu powie ze zostalismy tu skierowani przez nich. No ale ok dzien pracy tak jak uprzednio niektorzy wspominaja chamstwo, szmaciarstwo i totalny brak organizacji, PGRowskie brygadzistki swym chamskim tonem oczywiscie z wyziwskami po ustaleniu ze swym niekonkretnym szefem drą jape wsiadac do 3 autobusow, tutaj mozecie sami sobie wyobrazic jak 200 osob tratuje sie nawzajem by zalapac sie na jakiekolwiek wolne miejscie w obskurnym PKSie, standardowo polowie i tak sie to nie udaje. No ale ok jedziemy na pole 8 km wysiadamy- jedza brygadzistka znow drze jape do kolejki kur.. nie pchac sie itp to standrat po wpisaniu sie na liste zarzadza groznym glosem przez dziure i wskazuje kierunek paluchem. Zdezorientowani ludzie podarzaja w tym kierunku okazuje sie ze owa dziura to rozwalone ogrodzenie w plocie o wymiaracha metr na metr. Wyobrazcie sobie ten motloch ludzi tratujacy sie by wydostac sie <wrazie co filmik mam!!> wkoncu docieramy do plantacji rzadkow malin okolo 70 a pracownikow ponad 100 co przezywczajony robol glownie ze wschodu zajmuje sobie rzadek co automatycznie uniemozliwia zbior reszcie.Brygadzistka po zapytaniu przez jednego pracownika gdzie ma isc bo nie ma wolnego rzadka drze jape jak to kur.. nie ma rzadkow ja ci kurw.. zaraz znajde!! i tak przez caly dzien zrezygnowalismy bardzo szybko bo z takim pomiataniem ludzi nigdy nikt z polakow tam siedzacych sie nie spotkal ludzi traktowalo sie tam doslownie jak jakies psy!! tylko obrozy braklo bezmyslne tlumaczenia kadry nazwe to w cudzyslowiu zarzadzajacej ze widocznie miala kobieta powod by tak mowic samo mowi za siebie jakie to doswiadczenie i wiedze maja ci ludzie w kierownaniu i wydawaniu polecen pracownikom chcacym poprostu dorobic i niech nie pisza jakies ich przydupasy ze leniwi ludzie sa to musza warknac bo to nie zadna komuna gdzie morda wszystko sie robilo zreszta sami mozecie zobaczyc co z tej komuny zostalo! pozdrawiam i przestrzegamy

Post autor: czarnaewa » śr lip 15, 2009 12:13 pm

Dziękuję wszystkim za zabranie głosu. Temat Sadpolu jest mi bliski z powodu perturbacji jakie miałam z kierownictwem na temat mojej wypowiedzi na temat pracy w firmie. Starano się mi wmówić że wszystko co napisałam to kłamstwa i chęć wyłudzenia kasy od Sadpolu. Potem jacyś goście w komentarzach na stronie wmawiali mi że widocznie nie chciało mi się pracować . Zapraszam do niemiec na szparagi to porozmawiamy o ciężkiej pracy. Tyle tylko że nie za 3 zł/h :lol: Wracając do tematu to się jak widać nic w Sadpolu nie zmieniło. Panie klną dalej jak kleły, sanitariaty rodem z trzeciego świata a zarobki dzienne około 50 zł to standart :lol:

Post autor: 120zl / tydzien! ! ! ! » czw lip 09, 2009 9:44 pm

dokladnie, kolezanka z terespolu ma racje, jedno wielkie cenzura bagno, wieje
tam ..cenzura.. i nic wiecej. Traktuja ludzi jak smieci. antysemityzm i nic wiecej.
gdzie normalnie na 39rzadkow malin wielkosci jagod przydziela sie 89pyskow?
praca trwa 3-4godziny maksymalnie a potem daja wybor- "pielenie za smieszne
pieniadze albo "cenzura z pola bo cie spalimy"" to sa slowa
brygadzistek. jesli ktos chce robic za murzyna z kula u nogi to niech pojedzie
do sadpolu. pozdro dla ekipy, nic wiecej.

Post autor: gosc » sob lip 04, 2009 3:01 pm

We wtorek kolezanka namowila mnie na te malin w Sadpolu. pojechalysmy tam.
Okazało sie ze za maly pojemniczek malin mamy 80gr. Przez cały dzien zarobilam ok 25zl.
Brygadzistka kazala nam przyjechac w piatek i sobote zebysmy dostały kase za maliny. Wiec wczoraj pojechalysmy tam. Gdy wsiadłysmy do autobusu oznajmiono nam ze jedziemy na pielenie truskawek.. gdzie za 100m bylo 5 zł.. Nie dosc ze wypielilam 4 rzadki i siedziałam tam 12 h :evil: to jeszcze powiedziano nam ze nie dostaniemy kasy za dzis tylko dostaniemy ja za tydzien.. troche nas to zdenerwowalo..
Widac praca w Sadpolu jest do dupy.. :evil: :-|
To jest jak oboz pracy.. albo gorzej..

praca w malinach

Post autor: MagdaLena » pn cze 15, 2009 8:16 am

W maju roku 2009, wraz z kilkoma osobami zakończyłam pracę w Sadpolu.Opiszę dokładnie całą historię naszego doświadczenia.Najpierw było ogłoszenie w Gazecie,że jest praca przy zbiorach od czerwca.Dopytałam się o kilka szczegółów,wszystko wyglądało fajnie,2 zł od 1 kg truskawek oraz malin, aktualne od czerwca,więc zaplanowaliśmy wyjazd.Kilka dni później zadzwoniłam ponownie sprawdzając,czy oferta jest wciąż aktualna.Okazało się,że można przyjechać już zaraz pomimo tego,iż nie ma jeszcze zbiorów to możemy przyjechać na pielęgnację malin oraz truskawek.Obiecano nam 50 zł dniówki,osoba,z którą rozmawiałam,pan specjalizujący się w rekrutacji pracowników nic nie powiedział o pracy na akord,więc nie dopytywałam się o to,chociaż wiem,że taka praca sezonowa jest najczęściej spotykana.Dzień przed wyjazdem zadzwoniłam ponownie,aby upewnić się co do rzeczy,które musimy wziąć.Powiedziano,że jest pościel,lodówka,pralka.Trzeba tylko wziąć garnki,patelnie,sztućce itp.Był tez podział na kobiety i mężczyzn.Następnego dnia przybyliśmy na miejsce.Dotarliśmy na adres Wierzbica 11a.Strażnik przywitał się z nami i wziął nasze dokumenty,oddając je dopiero nazajutrz.Gdy czekaliśmy na transport,porozmawialiśmy sobie z nim i w trakcie rozmowy nasza przyszła praca zaczęła nabierać nowych odcieni,po tym co od niego usłyszeliśmy.Mianowicie,że praca jest od 7 do 18,płatna (już) minimum 40 zł do złotych 50.Około 10 jest przerwa (płatna!) na śniadanie,trwająca pół godziny,natomiast przerwa obiadowa o godzinie 14 jest bezpłatna (jak wyjaśnił "jak w każdej normalnej pracy").Kiedy z nim rozmawialiśmy obok nas przechodziła bardzo biednie wyglądająca para,która głośno oznajmiła nam,żebyśmy go nie słuchali ponieważ pan strażnik "każdemu taki kit wciska".Wraz z nowo poznaną koleżanką tylko zaśmialiśmy się z nich,sądząc,że widocznie nie chce im się pracować.Wreszcie po około 30 minutach od przyjazdu do "bazy" na Wierzbicy 11a podjechał autosan i wsiedliśm,a zaraz za nami ogromna grupa ludzi,jakieś czterdzieści osób,Cyganów,Bułgarów,Ukraińców i wszyscy razem pojechaliśmy lekko zdezelowanym autokarem na ulicę Bindugi w miejscowości Kania Polska.Podejrzewam,że gdyby taki autobus wypchany ludźmi w każdym kącie zatrzymała drogówka to nie wyglądałoby to ciekawie.Odtąd tak będziemy dojeżdżać codziennie do pracy i z powrotem do miejsca noclegu,ponieważ odległość dzieląca pola truskawkowe i malinowe od naszego "hotelu" to około 8 km.Ostatniego dnia będziemy już musieli pokonać tę odległość pieszo w celu złapania pksu,ale nie jest to tak długa trasa jak mogłoby się wydawać.Spokojnie można dotrzeć pieszo do pracy,jeśli oczywiście zjadło się rano śniadanie,czyli trzeba by spóźnić się z premedytacją na autobus,który co rano wyjeżdża o 6.15 a następny około 7.Nie ma sensu spieszyć się i niczym bydło wtaszczać do autobusu już o 6.15 czy nawet na następny,zresztą w tym miejscu każdy mówi co innego i nigdy nie ma się pewności co do ilości kursów,które zabierają pracowników.Mozna wstać wczesniej na śniadanie,oczywiście,ale ciężko jest dostać się jednego z 16 palników na 120-150 osobową grupę osób w budynku mieszkalnym.Tak samo z łazienkami,absolutnie nie ma podziału na kobiety i mężczyzn,a w ubikacjach czy w pomieszczeniach prysznicowych nie ma zamka.Nikt nie dba tam o czystość.Nie ma żadnej nawet najmniejszej półeczki na rzeczy potrzebne do zrobienia toalety,nie licząc parapetu.Nie ma nawet malutkiego lusterka,ktore ułatwiłoby ogolenie się itp.,aby poczuć w tych łazienkach przynajmniej minimum komfortu.Zdjęcia wykonane przez użytkownika czarnaewa sa jak najbardziej aktualne,ubikacje wyglądaja wciąz tak samo.Ale wróćmy do początku.Po przyjeździe na miejsce wysiedlismy z autosana i czekaliśmy na dobre poł godziny na kogoś,kto łaskawie udzieliłby nam informacji,gdzie mamy sie udać i gdzie spać(na drodze do Wierzbicy zadzowniłam pod numer z ogloszenia,aby dopytać się o miejsce,gdzie mamy sie udać i aby dać znak,że juz przyjechalismy,tak jak z tym panem się umawiałam,czyli na godzinę popołudniową).W końcu pan zarządca budynku mieszkalnego się pojawił,ale też nie raczył od razu się nami zając od początku do końca robiąc wrażenie wielkiego poświecenia ze swojej strony,kiedy prosiło się go o coś,podobnie jak jego partnerka.Nie wiem jak to jest w budynkach w pobliżu bazy,ponoć lepiej,ale sytuacja na Bindugi wygląda tragicznie,więc piszę to po to,aby nikt nie zawiódł się tak jak my i oczekiwał chociaż odrobiny życzliwości,pomocy i komfortu.Po długich chwilach oczekiwania w końcu łaskawie zostaliśmy przydzieleni do pokoju.Pokój był na 18 osób,łózka były najprawdopodobniej wzięte z więzienia albo wojska,zespawane na kształt piętrowych.Wszystko byłoby w porządku w miarę,gdyby nie to,że mimo próśb o obiecaną pościel nie dostaliśmy jej,poniewaz okazało się,że przysługuje tylko Ukraińcom.Mimo batalii o nią i telefonie do pana,z ktorym rozmawialiśmy o pościeli nie udalo nam się jej uzyskac i zmuszeni byliśmy pierwszą noc spać bez niej w okropnie zimnym pokoju.Łatwo można sobie wyobrazić,jaka jest wtedy gotowość do porannej pracy i pobudki o 6, ale mimo to byliśmy pełni nadzieji,udało nam się nawet pojechać do pracy Lublinem.Wiedzieliśmy,że dzisiaj wszystkie sprzeczne informacje,jakie uzyskiwaliśmy od pracowników stałych i sezonowych ułożą się w jedną całość i nareszcie sami przekonamy,jak to jest pracować w Sadpolu.Zostaliśmy przydzieleni do rzędów malin i kazano nam wyrywać młode pędy oraz chwasty na odległosć jednej stopy od krzaka maliny.Platne 20 zł od 100m,taki rząd robiło sie w parach,jedna osoba od jednej strony rzędu,druga od drugiej strony i każda dostawała po 20 zł.Na początku było to miłe zajęcie,tym bardziej,że wydawało się,że szybko to pójdzie,ponieważ nie byliśmy opieszali.Jednak w miarę posuwania się pracy było coraz więcej trawy i chwastów,ktore trzeba było wyrywać rękawiczkami,które wszyscy dostali od pani brygadzistki.Okolo 14-15 były już strasznie podarte,czasem można było dostać drugą parę,jeśli była,natomiast grabie przysługiwały tylko tym,którzy jako pierwsi się do nich "dobrali",ponieważ sprzętu nie było za wiele.Po przekalkulowaniu,opłata za tę siermiężną pracę wychodziła równo 20 gr za metr (2 zł od 10 metrów,czyli przęsła).Na metr przypadało około 4-5 krzaków malin.Wychodziło ok.2-3 zł na godzinę,ale oczywiście "najlepsi" dostawali "nawet" 50 zł,co biorąc pod uwage pracę do 18.00 nie było szczytem marzeń.Wcześniejsze zakończenie pracy nie było możliwe,ponieważ trzeba było odrobić hotel-jeśli.zostało się w pokoju i w ogóle nie poszło do pracy,wtedy dniówka w wys.20 zł była potrącana z poprzedniego dnia,tego się dowiedzieliśmy od dłuższych bywalców i nie mieliśmy ochoty sprawdzać,czy to prawda,możliwe,że był to jeden ze sposobów zastraszania i jak największego wyzyskiwania pracownika.11 h pracy za 20-30 zł nie było godną płacą,tym bardziej,że na polach nie dało sie zjeść nic ciepłego.Tak,byli tacy,co "wyciągali" 50 zł,jednak nie było to możliwe dla normalnej osoby,chyba,że kosztem zdrowia i garba.Standardowe wynagrodzenie wynosiło 20 zł i wystarczało akurat na codzienne zakupy w dość drogich małych sklepikach,w końcu nie było tam supermarketów.Jednak było to dobre wyjście dla osób bez mieszkania,w końcu mieszkanie było "darmowe',wystarczyło jedynie pracować od rana do wieczora na polu,czy dla osób pochodzących z miejscowości,gdzie w ogóle nie ma pracy,ale nie dla ludzi z większymi perspektywami,z dużego miasta,chociaż też przyzwyczajonych do ciężkiej pracy,które chciały zarobić na wakacje.Praca ta nie byłaby upokarzająca,gdyby nie tak niskie wynagrodzenie,a niestety było to upokarzające,być popędzanym i ruganym za marne 20 zł.Jednak wszyscy nasi towarzysze pracy żyli nadzieją zbliżających się wielkimi krokami zbiorów.Ktoś usłyszał,że najlepsi będą mogli zbierać już pierwsze owoce za tydzień,potem z kolei,że do zbiorów zsotaną przydzieleni jedynie ci ludzie,którzy pielili.Generalnie wydawało się to wielkim przywilejem,móc zbierać owoce Sadpolowi a najpierw czekać na te zbiory, dostając 20 zł dniówki za ciężką i potrzebną pracę.Drugiego dnia było to samo,ledwo zrobiliśmy to 100 m,ponieważ krzaki były coraz bardziej zarośnięte.Już wiedzieliśmy,że długo tu nie zostaniemy.Żałowaliśmy,że nie mieliśmy obietnic pana Z. od rekrutacji na piśmie,w umowie,tak jak to mieli studenci z Mołdawii,którzy przyjechali tu przez agencję,która obiecywała im 700 dolarów na miesiąc.Tego drugiego dnia z jeszcze większym trudem musiałam walczyć o pościel,powieważ pani X od zarządcy podsłuchała w autokarze,że planujemy wyjechać stąd w sobotę albo jeszcze szybciej,więc wyszła z założenia,że nie opłaca jej się nam dostarczać kołder.Ostatecznie wszystko dla nas dobrze sie zakończyło,otrzymaliśmy to minimum.Trzeciego dnia przydzielono nas do dość lekkiej pracy polegającej na wycinaniu jedynie małych pędów malin,właściwie to nawet byliśmy zachwyceni tą pracą,ponieważ była lekka i przyjemna.tego samego dnia,rano,podjęliśmy decyzję,że wyjeżdżamy w czwartek,ale po rozmowie z odpowiednimi osobami okazało się,że jest to cały ciężki proceder,ponieważ dopiero w sobotę są wypłacane pieniądze, a nie ma możliwości otrzymania jej wcześniej droga wyjątku,ponieważ w kasie nie ma pieniędzy.Jedyną radą na to było to,aby porozmawiać z właścicielem,ale nikt nie chciał podać nam kontaktu do neigo ani nawet nazwiska.Wielce tajemnicza to była postać.Natomiast pieniądze z piątku i soboty wypłacane były dopiero za tydzień,więc nie opłacało nam się przyjeżdzać kolejny raz,chociaż była też możliwość wysłania ich pocztą,ale woleliśmy nie ryzykować.Toteż pogodzeni z losem i z biurokracją wycinaliśmy pędy,nie wiedząc nawet,jaką sumę za to dostaniemy,ponieważ brygadzistka nie mogła tego rostrzygnąć.Później udzieliła nam informacji,że 5 zł od 100m bodajże,następnie zostało to zmienione na 3 zł za godzinę,więc na polu dało się słyszeć głosy entuzjazmu.Niestety jakiś czas później kazano wszytkim przejśc w inne miejsce i wielką grupą poszliśmy jakies 1,5 kilometra dalej.Ustawiliśmy się przy grządkach i nie byłaby to taka zła praca,gdyby nie obrzydliwy smród ogromnych ilości gnojówki tudziez mułu rzecznego w dużym natężeniu obok naszego miejsca pracy.Okropnie mdliło i nie dało sie pracować,więc zbuntowaliśmy się i nie pracowaliśmy,tym bardziej słysząc,jaką dostaniemy zapłatę ale o tym zaraz.Okazało się,że im mniej było chwastów i innych śmieci do wyrwania czyli im mniej praca była ciężka i dość przyjemna,tym mniej było za to pieniędzy.Tym razem brygadzistki oznajmiły nam,że za 100 metrów dostaniemy 6 złotych.Niesamowicie oburzeni olalismy pracę(nasza koleżnaka,która pracowała przy nich z wytrwałością dostała 12 zl za dzień pracy,jak nam pod koniec dnia powiedziała).Nasz bojkot nie poszedł na marne,po jakimś czasie przyszła do nas brygadzistka mówiąc,że jestesmy rozliczeni i możemy odebrać pieniądze.czyli jednak były pieniądze dla nas,ale znalazły się dopiero wtedy,gdy okazalo się,że nic więcej z nas już nie "wycisną".Odebraliśmy je,"dniówka" była w wysokosci 3 złotych,ale odrobiona więc myśleliśmy,że do rana możemy zostać w hotelu,jednak grubo się myliliśmy,poniewaz pan zarządca dostał "cynk" i gdy nas ujrzał po 1,5 h spaceru z bazy na ulicę Bindugi kazał nam opuścić jak najszybciej hotel.Taki był piękny koniec naszej przygody z Sadpolem.Napisałam to po to,aby osoby,które chcą wyjechać na zbiory,aby zarobić na wakacje nie rozczarowaly się tak jak my i z góry wiedziały,czego mogą oczekiwać.Nie polecam takiej pracy absolutnie,praca na pewno nie jest proporcjonalna do wynagrodzenia.I nie ma mowy o podziale na kobiety i mężczyzn,przydzielanie do pokoi jest przypadkowe,a także nie ma tam żadnego szacunku i życzliwości w stosunku do pracowników.

Na górę

Created by Matti from StylesFactory.pl and Warlords of Draenor
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl